Nie po drodze

~

Główna treść

Misja w filipińskim raju...

DATA: 07.12.2013

Misja w filipińskim raju...

Gdzie jesteśmy ? Jak się tu dostaliśmy ? I o co w ogóle się "rozchodzi"?

Filipiny- bo nam ta ziemia od innych droższa...

i nie przeszkadza nam fakt że nigdy wcześniej tu nie byliśmy... że wszystko zaczęło się "wirtualnie".

Można to nazwać dziwactwem lub w naszym przypadku dziecinadą... my osobiście wolimy tłumaczyć to miłością od pierwszego wejrzenia...

Filipiny były naszą inspiracją dla całego tego przedsiewzięcia... Od początku przyjęliśmy że są celem samym w sobie, a wszystko po drodze to "tylko" ciekawy dodatek.

Oczywiście głównym "winowajcą" jest blog www.breakdacycle.com --> ZAPRASZAMY, POLECAMY !!!

To co zrobił jego autor "Grochu" to istne mistrzostwo świata. Dla nas człowiek legenda.

Wyemigrować nie na zachód, nie za pracą, karierą i pieniędzmi... 

Wybrać życie... poprostu fajne życie !

 

Wyłamać się ze schematu, zaprzeczyć stereotypom. Zamieszkać w dżungli 200 metrów od białego piasku i szafirowego morza... Bez wygranej w loterii, bez ogromnego spadku czy wieloletnich oszczędności... 

Pomijając już nawet naszą podróż, Filipiny były tym czym pocieszaliśmy się w szarej, mroźnej zimie, tym o czym chcieliśmy śnić każdej nocy, a aktualnie są naszą realną nadzieją na przyszłość. 

Czy to już koniec naszej podróży ?

Czy dotarcie do "naszego raju" oznacza koniec przygody ? Czy w zaistniałych okolicznościach zamierzamy wrócić chociaż o jeden dzień wcześniej w stosunku do pierwotnego planu?

Oczywiście że... absolutnie nie ! 

Czujemy że żyjemy, było pięknie, a jest wspaniale. 

Prawdopodobnie nie będziemy wszędzie gdzie być chcieliśmy... napewno "stracimy" kawałek Wietnamu i Kambodżę. Z wyboru też być może większość Indonezji. Ale to kwestia naszych priorytetów.

Może śmiesznie to zabrzmi od osób które pozwalają sobie na ponad rok w podróży... ale dysponujemy ograniczonym czasem.

Jesteśmy dalecy od tego żeby połykać kilometry i "zaliczać" miejscówki. Nie jesteśmy typem chińsko- japońskim (sprinterem z aparatem). Plany dalej mamy naprawdę ambitne... - wszystko zweryfikuje czas.

Jak się tu dostaliśmy ?

Niestety nie do końca rowerem...

Czy nie daliśmy rady ? Czy uznajemy to za jakąkolwiek porażkę ? Czy komukolwiek damy sobie ją w mówić ?

Nie ma szans. No way !

Jesteśmy mega supermeny. W wieku 20/22 lat rzuciliśmy wszystko, wzięliśmy 2 proste rowery i przejechaliśmy 15 000km do Wietnamu.

Wszystkie napotkane trudności zamienialiśmy w wyzwanie. Z uśmiechem na ustach pokonaliśmy Ural i Nadbajkale, a potem góry mongolskie, chińskie i wietnamskie. Po drodze zahaczyliśmy o pustynie i stepy. Zdarzało nam się jeżdzić całe noce, pokonywać po 120km dziennie.

Bywało +40C, bywało i -10C. Nie raz toczyliśmy ciężkie boje z... wizami, a właściwie ich terminami... bilans 4 zwycięstwa i 0 porażek.

Nauczyliśmy się mówić po rosyjsku i jeździć na motorach. W międzyczasie utopiliśmy też telefon satelitarny.

Spaliśmy w jurtach, na złomowiskach, pod mostami, w stodołach, krzakach, zdarzało się też w willach.

Przeżyliśmy zapalenie spojówek i ciężkie alergie. Nie obyło się bez kilku wypadków.

7 miesięcy włóczęgi dało nam mnóstwo niesamowitych przygód w czasie których poznaliśmy masę wspaniałych ludzi. Nauczyliśmy się wielu nowych rzeczy zbierając przy tym multum doświadczeń.

Bez wątpienia to była najlepsza decyzja w naszym życiu !!!

Czy przyjechaliśmy tu na wakacje ?

Gdyby nie ta katastrofa napewno by nas tu teraz nie było. Tajfun był tragedią dla Filipińczyków, a dla nas impulsem. 

Mamy chęci, zapał i incjatywę. Oferujemy 2 dodatkowe pary rąk do pracy. Wsparcie psychiczne, wszystko co może przydać się tu i teraz. Mamy nadzieję, że nasz pobyt przyniesie komuś jakieś korzyści.

Kiedy świeci słoneczko i wszystko jest ok to Filipiny OCH i ACH. Przyjechać na wakacje, wybudować dom- korzystać!

Jak tylko coś się stanie to momentalniea z raju robi się piekło. Żywioł nie taki, trzęsienia ziemi- teren niebezpieczny. Wstrzymać się z przyjazdami, odpuścić, przeczekać.

Prędzej czy później wszystko wróci do normy. Nowe życie odrodzi się jak feniks z popiołów.

Mały raport z wypy

Rzeczywiste zniszczenia mają niewiele wspólnego z sytuacją kreowaną przez media. 

Epidemie ? Brak jedzenia i wody pitnej ? Przestępczość ?

Pomimo że Bantayan to jedno z miejsc, którę naprawdę "dostały w tyłek", nie ma to nic wspólnego z tym co powyżej. To jest jedna wielka propaganda.

Filipiny to kraina 7 000 wysp ! Nie można ich wszystkich wrzucić do jednego worka. Pamiętajmy że głównym źródłem dochodu tu jest turystyka... a dla gości zmieniło się naprawdę niewiele. RAJ !!! - jak się patrzy...

Nikt tu nie oczekuje niczego za darmo. Całe to miejsce to "magia". Spróbujcie, przyjedźcie, korzystajmy...

Turysta do turysty, grosz do grosza... i tylko kwestią czasu pozostaje kiedy wszystko wróci do dawnej świetności. A Tajfun Yolanda będzie jedynie przykrą historią.

Jeżeli chcecie zobaczyć cudowne beztroskie dzieciaki i szczęście w pełni :

Jeżeli jesteście smakoszami ryb i owoców morza... 

to napewno się nie zawiedziecie... pychooota, palce lizać. 

Jeżeli szukacie białego piasku, ciepłej wody i miejsca z gwarancją pogody...

a przy tym nie lubicie tłumów i komercji, w zamian których wolicie cisze i spokój...

Jeżeli imponują Wam zdjęcia z wakacyjnych katalogów... lub te tutaj

macie trochę wolnego czasu i dylemat jak go zagospodarować to wpadajcie na FILIPINY. Mega opcja !

POZDRAWIAMY 

Piotrek & Ceca